Spotkanie w Szaflarach

wpis w: Rozmowy, spotkania, miejsca | 1

Cotygodniowe spotkania w OSP w Szaflarach są dla członkiń koła gospodyń okazją do wspólnego pieczenia, gotowania i wymiany doświadczeń. Członkinie koła otwarte są na wszelkie kulinarne eksperymenty; najważniejsze, aby potrawy były wykonane z własnych produktów.

Działacie Panie jako koło gospodyń od niecałych dwóch lat. Dlaczego zdecydowały się Panie zarejestrować swoją działalność?

Pani Jasia: Jak to było? My tu działamy bardzo długo. Cały czas coś tu robimy, działamy, wspieramy, pomagamy. A w końcu chciałyśmy się już tak zarejestrować, żeby już mieć wszystkie dziewczyny, żeby w razie czego… Poza tym państwo nam pomaga, wspiera teraz.

Koła gospodyń bardzo często mają swoje „specjalizacje”. A jaki jest główny profil działalności koła w Szaflarach?

Pani Wanda: Kulinarno-kulturalny 🙂
Pani Kasia: Bardziej kulinarnie. Jak się spotykamy, to robimy pierogi, pasztety, chlebki, ciasta wypiekamy.
Pani Anka: Pani Jasia nam tu daje hasło, my się spotykamy i planujemy. Przy okazji każda z przyjemnością z domu się wyrwie 🙂
Pani Kasia: Coś ciekawego się zrobi, pysznie się zje.

Koło pełni rolę towarzyską?

Pani Kasia: Tak, jak najbardziej.
Pani Kasia: Pani Wandzia nam zrobiła śpiewnik i często sobie śpiewamy.

Jakiego rodzaju jest to śpiewnik? Z tradycyjnymi, lokalnymi pieśniami?

Pani Wanda: To są różne piosenki, takie biesiadne. Góralskie też są, takie nasze tutejsze.
Pani Kasia: Te, co znamy z dawna.
Pani Jasia: No i jest jeszcze Wandy autorska jedna piosenka. Ona ułożyła tą piosenkę.

Po góralsku?

Pani Wanda: Nie. To jest na taką znaną melodię.

A kiedy będzie można usłyszeć? 🙂

Pani Wanda: Dziś.
Pani Halina: Jak zaśpiewamy 🙂

Bardzo bym chciała usłyszeć. To może jak skończymy rozmowę, poproszę Panie o wykonanie. A teraz proszę mi jeszcze powiedzieć, czy mieszkańcy mają jakieś oczekiwania wobec koła gospodyń? Czy dla Was jest to po prostu forma spędzania wolnego czasu?

Pani Jasia: Jedno i drugie. Jest taka potrzeba dla wsi. Bo są różne imprezy, bardzo różne imprezy. I tak jak mówiłam na początku, myśmy tu już dawno działały, organizowałyśmy, robiłyśmy przyjęcia różne, dla strażaków.
Pani Halina: A przecież Dzień Kobiet jak zrobiłyśmy pierwszy raz, to było mnóstwo ludzi. To sala pękała w szwach.
Pani Anka: Ludzie po prostu chcą czegoś takiego, chcą takiej rozrywki.
Pani Kasia: Takich posiadów. Nie, że zabawy taneczne, tylko właśnie posiady.
Pani Krystyna: Z poczęstunkiem. Żeby wyjść sobie z domu, posiedzieć, porozmawiać.
Pani Anka: Po sąsiedzku się ludzie nie widzą, ale tu przyszli i się widzą 🙂

Panie po prostu integrują społeczność lokalną.

Pani Anka: Tak. Ten idzie, no to ten też idzie… Posiedzimy se… I bardzo dużo ludzi przychodzi.
Pani Wanda: Mamy loterie fantowe, losy, także ludzie chętnie przychodzą, wygrywają.
Pani Halina: Jak mieliśmy Dzień Seniora, to bardzo dużo seniorów było. Nawet byliśmy zaskoczeni, że tak dużo dopisało.
Pani Jasia: Wtedy było chyba ze 150 osób.
Pani Krystyna: I był jeszcze wtedy występ dzieci ze scholi, co siostra prowadzi.
Pani Anka: A w naszej gminie też bardzo aktywnie kabaret działa. Także jak mamy jakieś posiady, to zawsze zapraszamy też ten kabaret i bardzo chętnie nam tu coś przedstawiają i jest ubaw po pachy 🙂

Czy organizacja tego typu spotkań jest dla koło źródłem dochodów?

Pani Jasia: Najczęściej to jest tak w czynie społecznym.
Pani Kasia: Czasem zbieramy tylko parę grosików, tak żeby się zwróciły koszty, żeby było na następny raz.
Pani Halina: Nie robimy dochodowych imprez.
Pani Jasia: Bo to nie o to chodzi. Na razie jeszcze nie. Może kiedyś, zobaczymy 🙂
Pani Anka: Przyjemność to jest widzieć tych ludzi, jak to siedzą, bawią się.
Pani Halina: Ciężko się im rozstać.
Pani Krystyna: Zawsze pada pytanie: kiedy następna impreza, bo my się piszemy. Także to jest dobrze odbierane.
Pani Jasia: Siedzą i to faceci mówią tak: he, jak się trafi jesce takie, by tak za miesiąc, gdyby takie się co miesiąc robiło. Co miesiąc, ale by było fajnie!
Pani Wanda: No jest okazja wyjść z domu, spotkać się, pogadać.

Skąd czerpią Panie inspiracje, na przykład jeśli chodzi o przygotowywane potrawy?

Pani Krystyna: No panią Jasię mamy tutaj. Pani Jasia, jest utalentowana w tym kierunku.
Pani Wanda: Pani Jasia, jak to się mówi popularnie, zdarła zęby na kucharstwie.
Pani Jasia: No ale każda ma jakieś pomysły. I wie pani co, my to tak się staramy swoje robić naturalne, tak najbardziej. A potem, jak czego brakuje to dokupujemy, ale każda coś ma. Jedna ma ogródek, ta ma jajka.
Pani Anka: Druga ma mleko 🙂

Zależy Paniom, żeby to były potrawy typowo góralskie?

Pani Krystyna: Nie, niekoniecznie.
Pani Jasia: Bo wie Pani co, potrzeby są różne. I to tak nie można tylko góralskim jechać, bo są różne dziś restauracje, to kto chce po góralsku, to se jedzie. Każdy ma dostęp do wszystkiego.
Pani Anka: W sumie jest taka jedna impreza w roku, „Zoskalańskie jodełko”. No to na tą imprezę już tylko takie typowo nasze regionalne potrawy się robi.
Pani Krystyna: I takie dawne, dawne potrawy, typowo góralskie.
Pani Kasia: Moskole, kwaśnica. Barszcz na sałacie. Takie z dawien dawna.
Pani Krystyna: Gospodynie z całej gminy biorą udział.

Jak zdobywacie Panie informacje, jak takie potrawy wyglądały. Szukacie wśród rodziny, starszych mieszkańców wsi?

Pani Jasia: Na zasadzie przeżyj to sam 🙂 Z racji wieku, tyle rzeczy już umiemy same. To, co nasze babcie, mamy.
Pani Kasia: Z dziada pradziada. Jeszcze się pamięta.
Pani Anka: Chociaż ci nasi młodzi to już raczej, jak im tego nie przekażemy, to już… tylko nowoczesność. Na wygodę idą.

A te lokalne potrawy, o których Panie wcześniej wspomniały, robi się tak na co dzień jeszcze?

Pani Krystyna: Robią w domach, robią.
Pani Jasia: Robi się, może nie tak na co dzień, ale w sezonie.
Pani Anka: A jeszcze jakby faktycznie taka żentyca była dobra była z bacówki, to to jest idealne.
Pani Jasia: To się robi w sezonie, kiedy dostępne są takie produkty. Tak jak mówiłam, najwięcej robimy ze swoich produktów.

Mają Panie jakąś swoją „firmową” potrawę?

Pani Kasia: Bezy 🙂
Pani Wanda: To jest rarytas.
Pani Halina: Jak jest impreza, to obowiązkowo muszą być bezy.
Pani Wanda: I jest zupa krem z dyni. I z sałaty ostatnio robiłyśmy.
Pani Anka: Pani Jasia nam tu zrobiła taki swój misz-masz 🙂

Widziałam na zdjęciach, że mają Panie piękne stroje. Czemu wybrały Panie akurat taki wzór? Czy to nawiązanie do miejscowej tradycji?

Pani Jasia: Nie, taki kolor nam się spodobał 🙂 Szafirowy. No i tak żeśmy sobie to dobrały. No i do tego biała bluzeczka, oprócz tego mamy jeszcze korale i sukienki. A że dostałyśmy pieniążki, to żeśmy sobie zafundowały. I teraz jeszcze sobie kupimy serdaczki.
Pani Krystyna: I będziemy piękne 🙂
Pani Halina: Ładne fartuszki mamy haftowane. Jedne mamy z imionami, każda ma ze swoim imieniem i z logiem
Pani Wanda: A drugie z logiem, takie białe, zapaski.
Pani Kasia: To są takie wizytowe bardziej. Nie do pracy.

Hafty wykonał ktoś od Was?

Pani Kasia: Tak. To znaczy nie z koła, zamawiałyśmy.
Pani Jasia: Ale tu u nas, w Szaflarach.

Czy podczas spotkań, występów używacie Panie gwary?

Pani Wanda: Oczywiście.
Pani Kasia: Godomy se po góralsku bo jest nom wygodnie i wszystkie się rozumiemy.
Pani Halina: Rzeczywiście powrót do tej gwary, do tej przeszłości jest. Ja gwarą nie za bardzo, ale to też z racji zawodu, bo pracuję w szkole. Na regionalnym, owszem. Czy dzieci na korytarzach, na przerwach, to mówią. U nas w szkole jest ten konkurs gwary organizowany i naprawdę dużo dzieci bierze udział.
Pani Krystyna: Zmieniło się dużo. Tak wziąć parę lat wstecz, jak ja pamiętam, jak ja tu przyjechałam, mało kto chodził po góralsku. Tam parę osób było, starsze panie chodziły po góralsku, nikt z młodych A w tej chwili dzieci, młodzież. Teraz to wszystko wraca. Wystarczy przyjechać na Boże Ciało, na Boże Narodzenie, Wielkanoc, te większe święta, to w kościele wszyscy po góralsku.
Pani Wanda: Ja na przykład nie jestem góralka rodowita. Rzadko kiedy chodziłam po góralsku, tylko jak była jakaś impreza rodzinna, jak mi tam kazali się ubrać. A teraz chodzę, jak się zapisałam do koła 🙂
Pani Krystyna: Ja też nie góralka, ale kilka kompletów stroju góralskiego mam. Po prostu lubię.
Pani Halina: Dla nas strój niedzielny. Bo dla tych góralek typowych, to w większości one są tak przyzwyczajone.
Pani Anka: Dla nich to normalne w niedziele ubrać się po góralsku. Spódnica, chusta, koszula. Są takie osoby, które non-stop tak chodzą.
Pani Halina: Jak się człowiek zastanawia, w co się ma ubrać, to najlepiej góralski. Najprościej 🙂 Chustę się zarzuci. Nie ma problemu, czy się w tej samej idzie.
Pani Kasia: No też jest problem, bo teraz jest taki wybór.

Jak dostępne teraz stroje, wzory, mają się do tego, w czym ludzie dawnej chodzili na Podhalu?

Pani Kasia: Nie było tego. Z trzy rodzaje były, nie było tego dużo.
Pani Halina: Były inne wzory.
Pani Jasia: W tej chwili to próbują to wszystko podrabiać. Łączą nowoczesność ze starym. Próbują odtwarzać, to co było dawniej. A mało jest na przykład tych spódnic, takich starych. Moja sąsiadka, to ona miała takie typowo stare, tak tybet na pewno stuletni.
Pani Kasia: No i ten materiał był inny, taki z czystej wełny naturalny, teraz są podróbki.
Pani Halina: Teraz są sztuczne.
Pani Jasia: Teraz dużo tych wzorów to są takie podróbki, ale podoba się to wszystkim. Ważne, że się starają, że podtrzymują tą tradycję.
Pani Wanda: Ale to też cywilizacja. Dawniej maszyn nie było, wszystko było ręcznie haftowane, szyte. A teraz wszystko na maszynach.
Pani Anka: To znaczy, jak ktoś chce, to zrobią. Ręcznie też jeszcze robią.

Działają w okolicy jeszcze krawcowe, hafciarki, które pilnują tych dawnych tradycji, szyją ręcznie?

Pani Jasia: W tej chwili to się robi na zamówienie. Co pani chce, to pani zrobią. Chce pani ręcznie, to tak, maszynowo też I wzór, jaki pani chce. Nie ma teraz tak, że trzyma się tylko to, co jest stare. To jest wszystko pod klienta w tej chwili.
Pani Krystyna: Ale są jeszcze panie, które te strzępki przyprawiają do chustek.
Pani Kasia: Frędzle to już musi ręcznie, nie podrobi się tego maszyna.
Pani Krystyna: Są panie, które haftują ręcznie. To są takie panie, o których wszyscy wiedzą, że one to robią, idzie się do nich i zamawia. Dużo jest jeszcze takich pań. Tak samo, jak panowie, jeszcze pasy, kierpce robią i spinki. Dużo tego jeszcze jest.

Słyszy się czasami, że między miejscowościami na Podhalu występują duże różnice, jeśli chodzi o lokalne tradycje. Co najbardziej charakterystycznego dla Szaflar mogłyby Panie wymienić?

Pani Anka: No czym Szaflary się różnią od innych wsi podhalańskich, to tym, że mamy rynek. A w innych wsiach nie ma rynku, na całym Podhalu. Bo Szaflary Niemcy zapoczątkowali. I oni właśnie tu zrobili ten rynek.
Pani Kasia: No a jeszcze na Ranisbergu jest krzyż, to też jest taki charakterystyczny.
Pani Jasia: Na pamiątkę bitwy pod Grunwaldem wznieśli.
Pani Krystyna: I przydomki jeszcze.
Pani Kasia: Podhale w ogóle słynie z tego, że są przydomki. No i co jeszcze? Kosciól w Szaflarach jest pod wezwaniem świętego Andrzeja. Nasza parafia jest najstarsza, tylko Ludźmierz starszy.
Pani Wanda: Wcześniej był drewniany i tu ludzie chodzili zawsze.
Pani Anka: I też z tego względu są tu kapliczki. Jak szli z pogrzebami, od Białego Dunajca, od Białki, Leśnicy i tu za remizą jest trzecia. Zanim schodzili się do kościoła, zawsze najpierw się przy tych kapliczkach się modlili. Ksiądz wychodził do kapliczki, to była taka granica. To zawsze charakterystyczne dla Szaflar.
Pani Krystyna: Bo do tej parafii kilka wsi należało i to stąd się to wzięło. Pani Wanda: Teraz już tego nie praktykują.

Wspomniały Panie o tych charakterystyczne przydomkach. Mogłyby Panie wymienić kilka?

Pani Kasia: Oj, przydomków jest tyle…
Pani Wanda: U mojego męża się nazywało do Bożanki na przykład. Jakoś prapraprababcia miała na imię Bożena. Bożena, Bożena, Bożanka i tak się przyjęło.
Pani Anka: U nas na przykład jest przydomek do Tadysa. Jeden wujek spisał całą historię rodu. I to było tak, że jakiś jeden dawny, dawny wujek nie wymawiał poprawnie imienia Tadek, seplenił, mówił jakoś tak Tadys. No i został ten Tadys. I tak szło z pokolenia na pokolenie.
Pani Kasia: No i potem zaczęli mówić przydomkiem i każdy wiedział o kogo chodzi.
Pani Krystyna: Ale też jest tak na Podhalu, ile razy się gdzieś szło, idzie ktoś z naprzeciwka: kaście byli? Ka idziecie?
Pani Anka: Faktycznie, taki jest zwyczaj. Chociaż młodzi już tego nie praktykują.
Pani Wanda: Bo to jest forma takiego pozdrowienia. Cokolwiek trzeba odpowiedzieć.
Pani Kasia: Jak się idzie ulicą, ktoś coś robi koło domu: co robicie? Albo jak się idzie do kościoła: a idziecie do kościoła? I trzeba się było odezwać. Pani Halina: Bo nie było tradycji, żeby się dzień dobry powiedziało, tylko właśnie coś takiego, takie pytanie, zagadywanie.
Pani Krystyna: Bo dzień dobry było takie „pańskie”.
Pani Kasia: Jakbyś jakiejś starszej babci powiedział dzień dobry, to by cię wyśmiała 🙂

Czy w działalność koła angażują się również gospodarze? Czy koło tworzą same gospodynie?

Pani Krystyna: Tak, jak jest potrzeba to oczywiście, że się angażują.
Pani Anka: Mąż pani Jasi, zawsze nam tu bardzo pomaga.

Ale są zarejestrowani?

Pani Jasia: Nie, nie. Tylko jak zajdzie potrzeba.
Pani Anka: Tak o pomocy, w piecu napalić, czy tam coś zrobić. Jak trzeba coś przywieźć, grilla na imprezę, czy coś takiego.
Pani Jasia: To jest takie młode koło i oni dopiero tak czatują na razie. Ale im się zaczyna podobać.

Dużo czasu zajmuje Paniom działalność na rzecz koła?

Pani Anka: Moim zdaniem za mało 🙂
Pani Kasia: Tak dwa razy w tygodniu prawie żeśmy się spotykały, czy choćby raz w tygodniu.
Pani Krystyna: Teraz w okresie pandemii niestety tak nie możemy.
Pani Wanda: Ale to zawsze było spotykanie na zasadzie, kto ma czas, większość zawsze jest chętnych. Był wysyłany sms, kto dał rady, to przyszedł.
Pani Jasia: Co trzeba jeszcze dodać. Bardzo wspiera nas Centrum Promocji, bardzo wspiera nas gmina. Mamy od nich wielkie wsparcie i pomoc. Także nie jesteśmy same. Możemy liczyć na nich w razie jakieś potrzeby.

A czy macie Panie wrażenie, że lokalny samorząd ma wobec koła jakieś oczekiwania?

Pani Halina: Nie narzucają nam nic. Akceptują, wspierają nas, ale nic nam nie narzucają.
Pani Jasia: Oni się po prostu cieszą, że działamy. Podoba się. Wszystkim się podoba. Czasem się w coś zaangażujemy. Ksiądz nam dziękuję, a czasem przy okazji kobiety starsze mówią: e, za coz wam ten ksiądz dziękował? Za to, ze nie marnujemy casu 🙂 No tak mi się spytały i tak odpowiedziałam.
Pani Jasia: My coś robimy, cały czas. Dużo jest pań pracujących, ale też jest dużo emerytek. Ale każda chętnie przychodzi i każda robi. A mogłybyśmy leżeć.

Jak na działalność koła reagują sąsiedzi?

Pani Jasia: Podoba im się, bo oni biorą udział w naszym imprezach.
Pani Anka: Ale jak im się mówi, żeby się zapisali to nie, bo nie mają czasu.
Pani Wanda: Ale na imprezy dużo ludzi przychodzi. I starszych i młodszych.
Pani Halina: I to nie tylko z Szaflar, ale i z całej gminy.
Pani Wanda: Myślę, że nie ma żadnej zawiści od nikogo. To jest otwarte, każdy może dołączyć.

Młode osoby są chętne, żeby się włączyć w działalność koła?

Pani Jasia: W tej chwili nie.
Pani Krystyna: Mało mamy takich młodych dziewczyn.
Pani Jasia: Natomiast cały czas pytają. W tej chwili to jest tak… Ten rok jest zamknięty, jak dla każdego. To się dopiero rozkręca. Muszą młode przyjść.

Gdyby odwiedził Panie znajomy z innej części Polski, co przede wszystkim chciałyby Panie mu pokazać, czym poczęstować?

Pani Krystyna: Na pewno do Tadysa na oscypki.
Pani Anka: No mamy piękny kościół, to jest warte zobaczenia.
Pani Kasia: Na baseny termalne by my go wzięły. Na remizę, na obiad by my go wzięły.
Pani Wanda: Tu byśmy gu ugościły. Potem wycieczka na Ranisberg.
Pani Anka: Jest tu jeszcze takie fajne miejsce, chałupa u Doruli. Zabytkowe miejsce. Prywatna własność, stary dom. Jest tam malowidło, zaśnięcie Matki Bożej i to jest wymalowane na ścianie, na płazach normalnie. Jak był pożar w 1937 to na tej ścianie się zatrzymał ogień. Pół domu się spaliło, a pół domu zostało, właśnie z tą ścianą. I tak, nie ma ani autora tego malowidła, nie wiadomo kto to kiedy namalował.
Pani Krystyna: Historia była taka, że tam ktoś nocował i w zamian za ten nocleg namalował. A jakie to są farby, że to przez tyle lat i nie zejdzie.

Mam jeszcze ostatnie pytanie, jakie mają Panie plany na przyszłość?

Pani Jasia: Proszę nie pytać 🙂
Pani Wanda: Planów mamy bardzo dużo. I już nie możemy wytrzymać, kiedy będzie zaczynać je realizować. Bo nie bardzo się idzie spotykać teraz. Ale jak tylko coś odpuści, to bierzemy się za robotę i robimy. Bo u nas to jeden dzień, dwa dni i w momencie wymyślimy.
Pani Jasia: Plany miałyśmy. Chciałyśmy zrobić różne degustacje, jednego razu degustacje zup, tak żeśmy se kombinowały, ale nic z tego nie wyszło. Pani Wanda: Ale co się odwlecze, to nie uciecze.

A jakieś plany związane z rękodziełem?

Pani Krystyna: No właśnie ubolewam, że nie robimy.
Pani Jasia: To jest za krótki okres, rozkręcamy się dopiero. Krysię mamy artystkę, to ona nam będzie robić dekoracje świąteczne.

Bardzo Paniom dziękuję za rozmowę. Życzę powodzenia, a teraz na koniec bardzo bym chciała usłyszeć Waszą firmową piosenkę 🙂


Piosenka KGW w Szaflarach w wykonaniu zarządu:

NASZE KOŁO

Piękne jest to nasze koło,
w nim bawimy się wesoło
Wszystkie kołem żyją i wiśniówkę piją,
Inni spoglądają, zazdrość w oku mają.

Często coś tam gotujemy,
ale zaraz wszystko zjemy.
A gosposie żyją i wiśniówkę piją.
Inni spoglądają, zazdrość w oku mają.

I pieczenie nam wychodzi,
wszak jesteśmy ciągle młodzi.
A gosposie żyją i wiśniówkę piją.
Inni spoglądają, zazdrość w oku mają.

I pierniczki i babeczki,
wszystko pod okiem Janeczki.
A gosposie żyją i wiśniówkę piją.
Inni spoglądają, zazdrość w oku mają.

Czasem sobie wyjeżdżamy,
to w podróży czadu damy
A gosposie żyją i wiśniówkę piją.
Inni spoglądają, zazdrość w oku mają.